Taki ten tytuł dwuznaczny, ale i dobrze, bo mam na myśli oba przypadki: zarówno taki w którym rodzicowi chodzi po głowie wprowadzenie drugiego języka w domu, ale nie posługuje się nim biegle, jak i taki w którym podoba mu się idea i angielski zna, ale czuje się dziwnie mówiąc do dziecka w obcym języku.

Poniższy wpis kierowany jest więc do tych osób, którym idea dwujęzyczności się podoba, ale nie zdecydują się na rozmawianie z dziećmi i szukają elementów życia w które język obcy można wprowadzić z jak najmniejszą „barierą wejścia”

Dlaczego warto wychowywać dwujęzyczne – choćby w najmniejszym stopniu?

Sama nie „zmuszam się” do mówienia do dzieci tylko po angielsku, albo zawsze po angielsku, albo zawsze rano po angielsku itd… Wychodzę bowiem z założenia, że ten koncept ma służyć mnie i mojej rodzinie, a nie odwrotnie. Uważam również, że nawet jeśli ograniczę się do angielskiego „czasem” i tylko w niektórych życiowych rytuałach to już jest to wielkim plusem. I oto dlaczego uważam, że warto mimo wszystko:

Dziecko przyswaja język bez wysiłku

Dziecko między pierwszym a czwartym rokiem życia (tutaj słyszałam też, że między pierwszym a szóstym oraz pierwszym a dziewiątym) jest w stanie nauczyć się języka ojczystego albo kilku języków bez wysiłku, z największą naturalnością, ponieważ znajduje się w okresie sensytywnym związanym z mową. Kiedy wszystkie jego zmysły predysponują je do zdobycia tej funkcji, uczy się mimowolnie, jak w zabawie, opanowując język tak dobrze, jak jego rodzimy użytkownik. Więcej o okresach sensytywnych dowiecie się tutaj:

Dwujęzyczny umysł rozwija się inaczej 

Mózg osób dwu/wielojęzycznych wygląda i pracuje inaczej! I w tym temacie polecam ten krótki film:

Im wcześniej tym naturalniej 

Wprowadzanie obcego języka od początku życia dziecka jest najłatwiejsze również dla rodzica. Dziecko nie zapyta wtedy: „dlaczego nie mówisz do mnie po polsku?”, nie będzie protestować, po prostu będzie chłonąć te melodie, które wyprodukujesz – niezależnie czy będzie to język polski, francuski, angielski czy muzyka. (Tak, analogii pomiędzy muzyką a językiem jest niezliczona ilość)

Nie trzeba wielu wyrzeczeń

I tu dochodzimy do sedna – wcale nie trzeba wiele! Nie musisz zmuszać się, by rozmawiać w języku, w którym nie czujesz się swobodnie, narażać na konwersacje przy obcych i obawy „co pomyślą inni”, bo nawet najmniejsza ilość kontaktu Twojego dziecka z językiem, w domowym zaciszu, w naturalnej, radosnej zabawie to już inwestycja, która się zwraca.

Sposoby na wychowanie dwujęzyczne 

Piosenki 

Mój blog nazywa się Power of Melody bo wiem, że muzyka ma wielką moc, której używać można w wielu dziedzinach życia. Jedną z nich jest nauka języka. O tym jak tę moc wykorzystać poczytacie tutaj: Jak uczyć się (lub dziecko) języka obcego poprzez muzykę?  

https://www.annaweber.pl/?p=720

Tutaj natomiast znajdziecie materiały: linki, piosenki, playlisty itd.: Angielski przez muzykę jest prostszy! – estetyczne materiały dla dzieci z YouTube po angielsku   

https://www.annaweber.pl/?p=565

Taniec

Im więcej różnorodnych bodźców zaangażowanych będzie w dane „przeżycie” tym efektywniej przyswoi je nasz mózg. Doskonale jest więc angażować także ruch! Istnieje całkiem sporo piosenek typu „action song”, które angażują całe ciało poprzez komendy w nich zawarte, choćby „If you happy and you know it clap your hands/stomp your feet/…” czy „Head and shoulders knees and toes”. Jednym zdaniem: to od wyboru rodzica zależy czy dziecko przyswoi słownictwo związane z częściami ciała w podstawówce, z podręcznika, czy półtoraroczny maluch, który klaszcząc z przejęciem do piosenki odkryje, że część ciała, którą do tego używa można nazwać „ręce” lub „hands” i zostanie to z nim już na zawsze.  

Bajki

U mnie w domu panuje zasada, że bajek oglądamy możliwie jak najmniej, ale jak już oglądamy to po angielsku. Wiecie jak bardzo zagłusza to wyrzuty sumienia rodzica!? Tak! Bo wtedy to już nie jest bezczynne wgapianie się w ekran, ale nauka języka! Ou jessss 😉

Książeczki 

Ta opcja jest niesamowicie wygodna, bo wtedy czas czytania to czas mimowolnej nauki, a ja jak czytam, nie muszę się pocić w obawie, że coś zmyślam i karmię dziecko bzdurami (tak jak czasem w życiu codziennym, gdy próbuję skonstruować za trudne dla mnie zdanie) – tylko czytam to, co mam napisane i wiem, że to jest dobrze. Dodatkowo sama się uczę 😉 Ja osobiście pochowałam wszystkie po polsku i zainwestowałam w te po angielsku tak, by gdy następuje chwila wyboru nie kusiło mnie kub dzieci, by sięgnąć po tę po polsku.

Audio stories/Audio books

Czyli generalnie sytuacja w którą nie jest zaangażowany ekran telefonu czy komputera, ale „robotę odwala” za nas jakiś native speaker. Mogą to być po prostu audio booki w przypadku dzieci starszych lub słuchowiska (często z dźwiękami w tle) które wciągną także maluchy. W aplikacji Pomelody nazywamy to Audio Stories, bo każda bajeczka to po prostu jakaś historia dodatkowo zilustrowana dźwiękami jakiegoś instrumentu. Tu np. bajka o kaczce, która uciekła z zagrody, zilustrowana melodiami znanymi z utworów symfonicznych (takich jak Jezioro Łabędzie – Czajkowskiego) granymi przez obój.  

Tutaj za to opowiadanie historii odbywa się bardziej tradycyjnie, bez dodatków i w założeniu z wideo:

https://www.oxfordowl.co.uk/welcome-back/for-home/reading-owl/find-a-book/storyteller-videos

 

Jeśli ktoś czuje się zachęcony to na kanale Mama Lama znajdzie znacznie więcej wskazówek dotyczących codziennej organizacji i pomysłów na dwujęzyczność w praktyce

🔆 Dwujęzyczność jak zacząć 

🔆 Dwujęzyczność – plusy i minusy 

🔆 7 kroków do dwujęzyczności 

🔆 Dlaczego mówię do swojego dziecka po angielsku? 

 

Po dawki inspiracji codziennej, która dawałaby Wam „kopa” sięgajcie do blogów prowadzonych przez mamy, które na dwujęzyczności zamierzonej zęby zjadły 🙂

🔆 Mam to na końcu języka 

🔆 Bilikid – uczę swoje dziecko angielskiego

🔆 Bobospeaks

🔆 Los Kudłaczos 

🔆 Angielski bajanie 

🔆 Języki dzieciom

🔆 Moje dwujęzyczne dziecko

🔆 Teach your baby 

 

Ale jest jeszcze coś – grupa Facebookowa: Power of melody | wartościowe materiały dla dzieci, która właśnie po to powstała, by się wzajemnie inspirować wartościowymi materiałami w zakresie: uczenia dzieci angielskiego przez muzykę i zabawę, rozwoju muzycznego dzieci w praktyce i wychowania poprzez sztukę,
które posłużą do nauki języka i rozwoju poprzez sztukę i zabawę muzyką! 

Prócz tego, rzecz jasna aplikacja Pomelody (https://pomelody.com) powstała właśnie po to, żeby dostarczyć rodzicom i nauczycielom gotowe rozwiązania i wartościowe materiały w języku angielskim. Znajdziecie tam program aktywności muzycznych w postaci 6 kilkuminutowych filmików na każdy dzień oraz muzykę, słuchowiska, wykłady i animacje. Można spróbować za free.

Jakoś ogólnie wiadomo, że muzyka sprawia, iż lepiej zapamiętujemy. Poprośmy przedszkolaka, żeby wyrecytował alfabet po angielsku. Idę o zakład, że prędzej ten alfabet zaśpiewa. Dlaczego? Właśnie dlatego, że prawdopodobnie uczył się go poprzez znaną piosenkę, a piosenka może mieć taką moc, że jak się ją raz „wdrukuje” w mózg to już się jej człowiek nie pozbędzie… choćby chciał 😉

Na czym polega moc muzyki w uczeniu się języka?

Przyswajanie języka przez muzykę przeobraża „uczenie się” w zabawę 

Na pewno macie doświadczenie związane z tym, że jakieś słowo lub zwrot w obcym języku, które usłyszeliście tylko raz, ale w silnych emocjach zostało z Wami na zawsze. Może była to wakacyjna randka z obcokrajowce, może szalony wypad za granicę, a może sytuacja silnego stresu. Normalnie musielibyście dane słówko powtarzać milion razy, a wtedy od razu wskoczyło Wam do głowy. To dlatego, że informacje o emocjonalnym zabarwieniu są przez nasz mózg przyswajane znacznie lepiej, niż suche informacje. Muzyka – jej słuchanie, a tym bardziej aktywne muzykowanie, jest właśnie takim przypadkiem gdy pod wpływem emocji z nią związanymi zachodzą zmiany chemiczne. Dokładnie rzecz biorąc następuje zwiększone wydzielanie dopaminy czyli „przekaźnika przyjemności”, co odczuwamy jako przypływ radości i energii. 

Muzyka jest jak lep 

-przykleja się.  Niektóre piosenki przyklejają się tak szybko i mocno, że to aż silniejsze od nas i choćbyśmy nawet nie chcieli, łatwo nabywamy nowe słownictwo, a nawet całe wyrażenia (w życiu nie podejrzewałam, że nauczę się słowa „powoli” po hiszpańsku – a tu proszę, choćbym nie chciała Despacito mnie nauczyło ;)). Moc muzyki w przypadku piosenki, którą lubimy jest jeszcze większa jako, że często odtwarzamy ją wielokrotnie ze znacznie większą radością, niż wielokrotnie powtarzalibyśmy listę słówek. 

Piosenka to nauka języka w kontekście

Nasz mózg pracuje nieustannie kojarząc nowe informacje z tymi już wpisanymi i grupując je. Innymi słowy zapamiętuje nowe informacje, łącząc je z tymi, które już tam są. Dlatego najłatwiej zapamiętać nam te dane, które są połączone z największą liczbą innych informacji. Uczenie się języka z tekstu piosenki sprawi, że nie tylko wyłapiemy pojedyncze, wyabstrahowane słówko bez jego kontekstu, ale także jego miejsce w całej historii, zdaniu lub wyrażeniu oraz grupę słów jakiej jest częścią. Prawdopodobnie ballada miłosna będzie zawierać nie tylko słowo miłość, ale także: „tęsknota”, „marzenie”, „razem” oraz całe wyrażenia: „tylko Ty”, „kocham Cię”, „na zawsze” itd. 

Śpiewanie piosenek to praca nad wymową

Radosnego pośpiewywanie do ulubionej piosenki to naturalna okazja do wyłapywania i ćwiczenia odpowiedniej wymowy,

Muzykę możesz wziąć ze sobą wszędzie

W naszych czasach odtwarzacz muzyki – czyli najczęściej telefon – mamy praktycznie zawsze przy sobie. Bez względu na to zdecydujesz się na kurs w szkole językowej, podręcznik, naukę z filmów czy konwersacje, muzyka jest po prostu najłatwiejsza do odtworzenia w dowolnym miejscu, a czasem jej słuchanie może wręcz uratować życie (mam na myśli życie matki z dwójką jęczących małych dzieci na tylnym siedzeniu samochodu – wtedy tylko muzyka jest w stanie sytuację opanować)

Język i muzyka są niczym rodzeństwo

Zarówno język jak i muzyka mają rytm, melodię, wysokość, barwę, głośność i pauzy. Niezliczona jest ilość analogii pomiędzy nauką języka i muzyki, a dodatkowo wzajemnie się one nakręcają: według wielu badań osoby wielojęzyczne przejawiają większy „talent” muzyczny, a muzykom łatwiej przyswaja się język obcy. I nie mam tu na myśli jedynie profesjonalnych muzyków. Po prostu – umuzykalnione osoby uczą się szybciej języków obcych dlatego właśnie, że rozróżniają ich melodię, rytm, akcenty itd., a dodatkowo są świadome swojego aparatu mowy i lepiej słyszą, co przekłada się na lepszą wymowę.

Warto zdawać sobie sprawę z tego w jak podobny sposób chłoniemy muzykę i język. Można zaryzykować stwierdzenie, że dla niemowląt nie ma nawet różnicy pomiędzy nimi, jako, że na początku dzieci naśladują melodię i rytm języka nie zdając sobie sprawy ze znaczenia poszczególnych słów. To wspaniały dowód na to, że każde dziecko musi rodzić się z „talentem” muzycznym. 

Czemu, by więc nie korzystać z tej mocy na co dzień

Ciśnie się na usta, że skoro ta muzyka taka fajna i tak się dobrze z nauką języka zgrywa, to „aż żal nie skorzystać”. Moja mama wyszła z takiego założenia i sama nauczyła się języka angielskiego przez muzykę. W swoich studenckich czasach – laaata temu, zapisała się na kurs na którym na każdej lekcji lektor rozdawał teksty, puszczał piosenkę z kasety (hihi) i wszyscy śpiewali ją do upadłego, a jak ktoś miał pytania to pytał. Tę dobrą praktykę moja mama wprowadziła także w swoim domu, więc gdy ubłagałam rodziców, by kupili mi debiutancką kasetę Britney Spears to mama siadła ze mną i przetłumaczyła mi wszystkie teksty. Do tej pory je umiem, a zdarzało mi się również, że w swoim dorosłym, życiu wypowiadałam całe frazy, które z twórczości Britnejki wyniosłam. 

Oh baby, baby how was I supposed to know, Oh pretty baby, I shouldn’t have let you go…

Więc jak robić to w praktyce:

Jak uczyć się języka przez muzykę?

Pierwsza zasada – nie tylko słuchaj – śpiewaj!

Wiadomo, ale warto podkreślić 🙂

Wybieraj muzykę która sprawia Ci przyjemność

Tobie lub Tobie i Twojemu dziecku, jeśli to o jego rozwój językowy chodzi. Dziecko uczy się od rodzica. Tyczy się to zarówno języka, jak i muzykowania, więc tym bardziej nauki języka poprzez muzykę. Dlatego to właśnie rodzicowi musi się ta muzyka podobać, żeby miała ochotę ją wyśpiewywać…a za nim jego dziecko.

Korzystaj z piosenek „dedykowanych”

Istnieją piosenki, które właśnie po to powstały, by eksponować język. Mam tu na myśli szczególnie piosenki dla dzieci prezentowane na dedykowanych temu kanałach YouTube. Z mojej obserwacji wynika, że najczęściej nie nadają się one do niczego jeśli chodzi o względy estetyczne. Napisałam nawet osobny wpis o tym co tam estetycznie jest nie tak. Ale nie można odmówić tego, że są świetne w nauce języka. I sama zanim stworzyłam program Pomelody wielokrotnie sięgałam po piosenki z kanału Super Simple Songs, które jest chyba najlepsze z tego wszystkiego. W aplikacji Pomelody (choć nie jedynie do tego została stworzona) jest także sporo takich właśnie piosenek. Nie tak wiele jak na kanale SSS, ale warto do nich zajrzeć bo pieczemy trzy pieczenie na jednym ogniu czyli wychowujemy estetycznie, mamy prawdziwą radość muzykowania oraz uczymy się.

Korzystaj z piosenek bez słów

Piosnki „bez słów” i znane melodie mogą wydawać się bez sensu w kotekście rozmowy o nauce języka przez muzykę, ale nic bardziej mylnego. Właśnie te proste melodie, które każdy zna lub „banalne” piosenki oparte na jednym czy dwóch słowach (tak jak ta poniżej) albo nawet samych sylabach, nadają się doskonale do umuzycznienia zwrotu którego chcemy się nauczyć. Na przykładzie poniższej piosenki i języka angielskiego: warto wykorzystać jej wpadającą w ucho melodię i podkładać czynności domowe jako tekst – zamiast mango, mango, mango… śpiewać washing, washing, washing (…) hands – podczas mycia rączek dziecka. Oczywiście mogą to być również trudniejsze frazy czy słówka w przypadku gdy metodę tę do nauki stosują dorośli. A przerabiać można rzecz jasna także piosenki z tekstem.

Korzystaj z piosenek angażujących całe ciało

Wiedząc już to co pisałam powyżej domyślacie się pewnie, że im więcej różnorodnych bodźców zaangażowanych będzie w dane „przeżycie” tym efektywniej przyswoi je nasz mózg. Doskonale jest więc angażować także ruch! Istnieje całkiem sporo piosenek typu „action song”, które angażują całe ciało poprzez komendy w nich zawarte, choćby „If you happy and you know it clap your hands/stomp your feet/…” czy „Head and shoulders knees and toes”. Takich akurat w Pomelody znajdziecie mnóstwo. Muzykowanie w ten sposób jest naturalne, a więc i radośniejsze dla dziecka, które poznaje świat całym ciałem, a co za tym idzie uczy się lepiej. Z resztą w przypadku dorosłych działa to tak samo. I tu doskonale sprawdza się taka pioseneczka. (P.S. dobrze sprawdza się też na imprezach ;))

Korzystaj ze swoich ulubionych piosenek

Z nauczenia się tych ulubionych jest największa frajda, a o to właśnie chodzi! Co jednak, gdy te ulubione są za trudne? Nawet jeśli na początku większość słów jest dla Ciebie lub Twoich dzieci to ciągłe ich powtarzanie pomaga ćwiczyć wymowę, ale również przekazuje informacje o cechach danego języka. A w końcu dzieci złapią także te nowe słowa. 

Tutaj anegdota. Kiedy, już po doświadczeniu tłumaczenia z mamą tekstów Britney, postanowiłam przetłumaczyć sama utwór Jenifer Lopez, który bardzo mi się podobał. Poprosiłam mamę o wydruk tekstu, usiadłam ze słownikiem i tłumaczyłam słowo po słowie. Dosłownie! Czyli osobno „I”, osobno „am” osobno „crazy” 😀 Byłam okrutnie rozczarowana końcowym wynikiem tej „akcji”, bo nie rozumiałam nawet 3% sensu tej piosenki. Mimo wszystko śpiewałam całą i brzmiało to całkiem nieźle. Dopiero lata później, kiedy poznawałam słowa i frazy ucząc się na zajęciach dodatkowych rozszyfrowywałam sens tej piosenki. Ale już nie na kartce tylko znając tekst na pamięć. 

Warto pamiętać tu też o kontekście, czyli poznawaniu całych grup słów związanych tematycznie, nawet jeśli nie rozumiemy dokładnie wszystkiego oraz o tym, że osłuchujemy się z żywym językiem (np. w przypadku rapu, gdy czarnoskóry raper nawija także że rozumiem tylko co dziesiąte słowo).

Pamiętaj, że muzyka nadaje ton

Zawsze miałam wrażenie, że łatwiej mi uczyć się tradycyjną metodą np. z podręcznika do angielskiego, gdy w tle leci muzyka z angielskim tekstem. Jest w muzyce coś takiego, że tworzy pewną atmosferę, nadaje ton. Więc ostatecznie nawet jeśli mielibyśmy nie zwracać na nią żadnej uwagi, nie wchodzić w interakcję, nie śpiewać i nie zaglądać do tekstu warto po prostu się w niej zanurzać i osłuchiwać niejako mimochodem.

Nie chcę się powtarzać, ale kolejny już raz znajdziecie tu potężną dawkę muzycznych inspiracji. Tym razem jednak skupiam się na wartościowych estetycznie (zarówno w warstwie audio jak i video) materiałach po angielsku. Prawdopodobnie Ci z Was, którzy tak jak ja uczą swoje (lub cudze) dzieci tego języka, będą cieszyć się szczególnie, ale myślę, że i tym którzy tego nie praktykują poniższe materiały bardzo (mówiąc kolokwialnie) „siądą”. A może właśnie będą inspiracją do tego, by język angielski w zabawny i swobodny sposób (bo przez piosenki/bajki/słuchowiska i wiele innych…) wprowadzić.

Będę Wam delikatnie sugerować które z materiałów są dla dzieci starszych, a  które dla młodszych, ale temat jest bardzo względny, bo zależy nie tylko od wieku, ale również poziomu językowego zaawansowania dziecka, jego zainteresowań itd. więc najlepiej jeśli przejrzycie wszystkie materiały i sami zadecydujecie co dla Waszych potrzeb jest najodpowiedniejsze.

„Zacznij od Bacha”

[STARSZAKI]

No dobrze, nie koniecznie akurat od Bacha, ale od powiązania nauki języka angielskiego z wiedzą o muzyce, jej historii, kompozytorach i słynnych utworach. A to za sprawą podcastu Classics for kids. Na stronie znajdziecie utwory, gry, informacje, ale przede wszystkim bazę kilkominutowych podcastów o tematyce związanej z muzyką. Wszystko po angielsku rzecz jasna

Peter and the wolf

[MALUCHY/STARSZAKI]

Zostajemy w klimacie muzyki poważnej, ale niezwykle przystępnie. Piotruś i Wilk to baśń muzyczna  Siergieja Prokofiewa na głos recytujący i wielką orkiestrę symfoniczną, ale gdy ten głos recytuje po angielsku, a baśni towarzyszą Disney’owskie animacje to już bomba witaminowa!

Maluchom polecam oczywiście tę animowaną adaptację.

Starszakom można zaprezentować jedynie warstwę audio, a następnie skorzystać z tej strony gdzie utwór rozłożony jest na części pierwsze i odbyć „przy okazji” niesamowicie bogatą lekcję poznawania orkiestrowych instrumentów:

https://www.preschoolprodigies.com/teaching-children-about-the-orchestra/

Pomelody – audio story

[MALUCHY/STARSZAKI]

Kontynuując temat audio bajek i poznawania instrumentów. Jednym z elementów programu Pomelody są właśnie audio stories czyli angielskie słuchowiska w których opowiadana historia ilustrowana jest przez jakiś instrument (inny za każdym razem). Jedna z nich dostępna jest na YouTube:

Pomelody – ćwiczenia muzyczne po angielsku on-line

[MALUCHY/STARSZAKI]

W ramach tej samej aplikacji temat swobodnej, ale aktywnej nauki angielskiego poprzez zabawę muzyką jest „ugryziony” także z innej strony. Znajduje się tam baza ćwiczeń on-line do wykorzystania niczym „ćwiczenia z Chodakowską” 🙂 z dziećmi.  Służyć mogą do nauki w domu jak i do wykorzystania w klasie podczas zajęć muzyki lub angielskiego. Fragmenty dostępne są na YouTube, a samą aplikację można wypróbować w planie darmowym.

https://www.youtube.com/watch?v=tAfC1nat740

The Percussive Art of Storytelling

[STARSZAKI]

Level hard – można stwierdzić, ale jest to rzecz niesamowicie otwierająca głowę. Historia opowiadana i wygrywana jednocześnie na instrumentach perkusyjnych. Rewelacja!

Alfabet po prostu

[MALUCHY]

Coś dla maluszków. Może nie jakieś wybitne jeśli chodzi o warstwę muzyczną, ale gustu dziecka nie zrujnuje, a przydatne bardzo.

Silly Symphonies

[MALUCHY/STARSZAKI]

Dla dużych i małych. Tekstu niewiele, muzyka doskonała. Rekomendować tak naprawdę nie potrzeba, bo to rzecz nawet z przed „naszych czasów”, istny klasyk rzekłabym. Dzielę się więc naszymi ulubionymi:

https://www.youtube.com/watch?v=uVNVcCPF6_Y

Książeczki – moja miłość

[MALUCHY/STARSZAKI]

Książki zwane Sing along storybooks zasługują na osobny wpis (już niedługo)

Z książek innych, ale wciąż łączących dźwięki i angielski, bardzo dobrym pomysłem (dla maluchów!) może okazać się The Noisy Book po polsku znana jako Księga dźwięków. Możecie poczytać o niej cały wpis -> tutaj <- zachęcam bo to wpis „z pomysłem” jak pewne problemy łączące się z tą książką obejść.

Ale zostańmy jeszcze chwilę w temacie książek. Bo sprawa z nimi ma się tak, że są super, ale jeśli nie jesteście native speakerami lub filologami, niejednokrotnie pewnie przeszło Wam przez myśl, że macie za słaby akcent, by mówić do dziecka/czytać mu w innym języku niż ojczysty. To zupełnie niepotrzebna obawa, bo lepiej tak niż wcale i krzywdy dziecku nie zrobimy (to tak samo jak z fałszywym śpiewaniem), jedynie pożytek. No ale! W sytuacji gdy ktoś może raz na jakiś czas poczytać za nas to czemu nie. Dlatego podsuwam Wam trzy urocze bajeczki z całkiem przyjemnymi grafikami i przyzwoitą warstwą muzyczną. Nie jest to jeszcze gwóźdź tego rozdziału, ale polecam!

A teraz  do rzeczy!

Eric Cale i jego przepiękne klasyki (takie jak np.: The Very Hungry Caterpillar) można odnaleźć na YouTube w wersji nie tylko lekko zaanimowanej, ale przepięknie zilustrowanej muzycznie. Wartość samych koncepcji zawartych w książkach jak i grafik jest nie do przecenienia, a gdy dodamy do tego jeszcze wartościową muzykę… no cóż ja ma tu więcej powiedzieć!

 

Piosenki! – rzecz jasna

[MALUCHY/STARSZAKI]

No nie było by wpisu o nauce angielskiego przez muzykę bez piosenek! Ale, że taki temat wałkujemy na tym blogu już jakiś czas to pozwólcie że odeślę Was do:

  1. Wartościowych muzycznie piosenek ( wiele z nich po angielsku właśnie)

Wartościowa muzyka dla dzieci – skarby YouTuba

https://www.annaweber.pl/?p=134

2. Wartościowych estetycznie i muzycznie animacji

Wspaniałe animacje i dobra muzyka dla dzieci na YouTube/Vimeo

Warto zacząć od gotowych playlist YouTube z wartościowymi animacjami i piosenkami dla dzieci (po angielsko oraz po polsku) Znajdziecie je tutaj:
– Wartościowe Animacje dla Dzieci | Quality Animations for Kids | Pomelody
– Wartościowa Muzyka Dla Dzieci | Quality Kids Music
– Playlista z piosenkami Pomelody po angielski 

ZAINSPIRUJ SIEBIE I INNYCH

Mam nadzieję, że była to konkretna dawka inspiracji.

Ale jest jeszcze coś – grupa Facebookowa: Power of melody | wartościowe materiały dla dzieci, która właśnie po to powstała, by się wzajemnie inspirować wartościowymi materiałami w zakresie:
– Rozwoju muzycznego dzieci w praktyce
– Uczenia dzieci angielskiego przez muzykę i zabawę
– Wychowania poprzez sztukę
które posłużą do nauki języka i rozwoju poprzez sztukę i zabawę muzyką! Grupa przeznaczona jest zarówno dla rodziców jak i nauczycieli.

Prócz tego, rzecz jasna aplikacja Pomelody (https://pomelody.com) powstała właśnie po to, żeby dostarczyć rodzicom i nauczycielom gotowe rozwiązania i wartościowe materiały w języku angielskim. Znajdziecie tam program aktywności muzycznych w postaci 6 kilkuminutowych filmików na każdy dzień oraz muzykę, słuchowiska, wykłady i animacje. Można spróbować za free.

Jeśli kogoś w jakiś sposób zachęciłam to pragnęłabym bardzo o tym usłyszeć!

 

O tym, że w tym świecie mnóstwo jest muzycznego „fast foodu” i jak go odróżnić od muzyki wartościowej, był już całkiem obszerny wpis (Sprawdź czy karmisz dziecko estetycznym fast foodem).

O tym, że YouTube to ocean syfu w którym pływa kilka złotych rybek, ale trzeba się porządnie naszukać, Pomelody to hodowla złotych rybek, a sklep Pomelody to miejsce w którym można je złowić bez wysiłku, też już było.

A dziś znów pigułka. Prace przeszukiwawcze wykonałam za Was i przedstawiam gotowe propozycje „skarbów YouTuba” – piosenek, które doskonale nadadzą się jako akompaniament do zabaw w pokoju dziecięcym lub do wspólnego słuchania, zapewniając równocześnie wartościowe środowisko muzyczne.

Nie wierzcie mi na słowo – sprawdźcie sami!

W związku z licznymi prośbami skompletowałam dla nas YouTubową playlistę z wartościową muzyką dla dzieci. Link na końcu wpisu. Znajdziecie tam ponad 60 piosenek (w tym kilkanaście pełno wymiarowych piosenek Pomelody) które polecałam tutaj oraz w różnych innych wpisach i postach na blogu. A dodatkowo będę tę playlistę aktualizować i dorzucać jakieś skarby napotkane, więc zapiszcie sobie ją.

Rozpocznijmy od krótkiego przypomnienia:

Cechy bogatego środowiska muzycznego

⁃różnorodność barw (a więc różnorodne instrumentarium)

⁃różnorodność stylistyczna (każdy ze stylów muzycznych to jak inny gatunek książki – rządzi się innymi prawami, a więc wnosi inną wartość)

⁃różne tonacje i skale (istnieje daleko więcej sposobów organizacji dźwięków niż tylko gama wesoła i smutna, muzyka która otacza nas w ogromnej większości utrzymana jest w tonacji durowej, czasem zdarzą się utwory molowe – te smutne – ale to wciąż tak jakby powiedzieć, że obrazy są namalowane farbami niebieskimi lub czerwonymi. A co z całą paletą pozostałych barw?)

⁃różne metra – w naszym poniższym zestawie takiej akurat różnorodności nie znajdziecie niestety – w tym przypadku zdecydowanie bardziej polecam Pomelody 😉

Zaczynamy…

…od jednej z moich ulubionych kolekcji muzyki – Putumayo. Polecam chyba wszystko co pod tą zbiorczą nazwą wydano, ale ja wybrałam dla nas (i naszych dzieciaków) kilka poniższych pozycji:

Zwróćcie uwagę na różnorodność także w warstwie językowej. Może nie myśleliście o tym w ten sposób, ale różne języki to także różne melodie, a dzieciom wcale nie przeszkadza, że to coś czego nie rozumieją.

No i regge po francusku – czemu nie!?

Gdy czas „do roboty”

Mam taki pomysł (jeszcze niezrealizowany) by tę piosenkę puszczać wtedy gdy czas już sprzątać, a raczej odgruzować dziecięcy pokój. Ma w sobie to coś co sprawia, że chce się chwycić za klocki, puzzle, samochodziki i pokazać im gdzie ich miejsce! Przynajmniej ja to tak odczuwam 😉

Jump in the line

Doskonała do szaleństw, skoków do rodzinnej potańcówki LUB puszczenia dzieciom w pokoju (po uprzednim usunięciu niebezpiecznych przedmiotów) i zamknięcia za nimi drzwi… ufff – kawka!

Mały książę

tej ekranizacji nie oglądaliśmy (a czujemy, że warto, tylko czasu wciąż brak), ale muzykę polecamy całym sercem.

Pomelody

Muzyka w ramach aplikacji Pomelody jest nie tylko ciągle świeża (co tydzień pojawia się nowy materiał), ale również maksymalnie zróżnicowana. Każdy sezon to jakby zestaw ok. dwudziestu płyt z muzyką w różnych stylach. Piosenki skomponowane są tak by dziecko osłuchiwało się z różnymi skalami, metrami, instrumentami, ale  przede wszystkim tak (biorąc pod uwagę to, że to rodzic jest muzycznym autorytetem dziecka) by sprawiały przyjemność także rodzicom! Na YouTube dostępne są te „zabawowe” piosenki:

Musicale!

Czy mówiłam Wam już, że swego czasu mój dwulatek miał absolutną „fazę” na muzykę z amerykański musicali, z naciskiem na Singing in the rain. Wypróbujcie na swoich dzieciach, bo taka muzyczka to czyste piękno.

The Chordettes

Coś jest w tych paniach. Są czarujące! A wybrane, poniższe utwory czarują i dzieciaki i dorosłych.

„Ten Hipopotam”

My – rodzice znamy i lubimy, a czy puszczaliście swoim dzieciakom? U nas strzał w dziesiątkę!

EDIT:

Kliknijcie w piosenkę poniżej i cieszcie się  gotową playlistą zawierającą ponad 60 wartościowych piosenek idealnych dla malucha, starszaka i całej rodziny 👉👉

A więcej inspiracji w tematach wartościowych materiałów dla dzieci znajdziecie także w naszej fejsbukowej grupie – Power of Melody | Wartościowe materiały dla dzieci

Moją opinię o zalewającej nas (i nasze dzieci!) zewsząd tandecie muzycznej i wizualnej już znacie. Jeśli ktoś w tym towarzystwie jeszcze się ostał to zapraszam -> aby sprawdził czy karmi swoje dziecko estetycznym „fastfoodem”.

A tymczasem przychodzę z alternatywą. Na blogu znajdziecie już niejeden wpis z propozycjami wartościowej muzyki lub animacji/bajek, które oglądać można bez wyrzutów sumienia. Dziś kolejny – bardzo wypasiony odcinek tej serii. Poniższe propozycje są łatwo dostępne (YouTube/Vimeo) i po prostu piękne – najczęściej zarówno pod względem muzycznym jak i plastycznym.

Zaczynamy:

Flamiiingiii!!! To taki nasz pojedynczy, wieloletni ulubieniec. Wygrywa zawsze w kategorii muzyka! (wykorzystany jest tu utwór z działu „muzyka poważna”, ale zupełnie nie na poważnie). Fragment orkiestrowego Karnawału zwierząt Camille Saint Saensa z przezabawną, króciutką animacją, w sam raz do obcięcia paznokci u obu rąk 😉

Jakkolwiek nie przepadam za Disneyowską estetyką, jest pośród tych dziecięcych hitów pare perełek. A na moim subiektywnym czele stoi Księga Dżungli, zarówno pod kątem wizualnym jak i audialnym. Oto nasi faworyci:

Nie byłabym też sobą bez afrykańskiego akcentu. Wspaniała muzyka i ciekawa animacja, dlaczego miałabym więc nie polecić.

A tutaj pewna alternatywa. Przeurocza muzyka, a warstwę wizualną oceńcie sami:

Czas na polski akcent.

Pod kątem pięknej animacji i „wesołej nuty” wygrywa:

Bardzo polecam także jednak animowaną historię produkcji Polskiego Wydawnictwa Muzycznego. Naprawdę udana rzecz.

I w tym miejscu bez wahania polecam też tę oto 30 minutową polską(!) kołysankę w magicznej aranżacji i z nieziemską animacją, z której można korzystać lub nie w zależności od tego czy chcemy by dziecko zasnęło czy tylko wyciszyło się 😉

Tutaj też nie mogłabym nie polecić całego POMELODY:

Wydawnictwo Barefoot Books polecałam już zarówno przy okazji wartościowej muzyki dla dzieci po angielsku jak i z uwagi na same animacje. Dlatego dziś wrzucam tylko dla tych, którzy jeszcze nie odkryli:

I tu następuje ciąg prze-cu-dow-nych! artystycznych animacji, dłuższych i krótszych, wyciskających łezkę i zabawnych po prostu, wprawiających w zachwyt i refleksję. Zachwyćcie się więc razem z dzieciakami!

https://vimeo.com/162858612

https://vimeo.com/121577132

Na koniec coś dla mam. Nie wiem czy na Was drogie SuperKobiety! ten fragment bajki SING będzie miał tak samo inspirujący wpływ, ale muszę przyznać, że dla mnie ta piosenka/animacja działa znakomicie, gdy najdzie mnie jakaś matczyna chandra. Puśćcie ją sobie i dajcie czadu 🙂 Dzieciom także jak najbardziej może przypaść do gustu, ale niech to będzie ta jedna, którą obejrzycie po to, by zrobić jednak coś również dla siebie 😉

https://www.youtube.com/watch?v=U0fLEai1Luo

 

EDIT:

W związku z licznymi prośbami skompletowałam dla nas YouTubową playlistę z wartościowymi animacjami dla dzieci – znajdziecie tam powyższe linki. A dodatkowo będę tę playlistę aktualizować i dorzucać jakieś skarby napotkane, więc zapiszcie sobie ten link lub po prostu subskrybujcie kanał Pomelody.
Zapraszam tędy 👉👉👉 Wartościowe animacje dla dzieci

A więcej inspiracji w różnych tematach znajdziecie także w naszej fejsbukowej grupie – Power of Melody | Wartościowe materiały dla dzieci

Kołysanki w tytule. Czyli super! bo narzędzi, by dziecko wyciszyć, zapewnić przyjemny rytuał, a przy okazji jeszcze bardzo, ale to bardzo poszerzyć jego horyzonty muzyczne (ponieważ to co poniżej to muzyczka niezwykle bogata i różnorodna) nigdy za wiele.

Ale w tym krótkim wstępie chciałam tylko dać znać, że ta muzyczka doskonale nada się także do zabawy (jako akompaniament do oglądanie książeczek, układania puzzli czy zabawy lalkami/samochodami), jazdy samochodem, oraz w wersji audio-wizualnej sposób na poradzenie sobie z czasem oczekiwania w kolejce do lekarza lub zajęcie dziecka na ten krótki moment gdy chcemy tylko … ( i tu każdy rodzic uzupełnia).

Nie przedłużając, poniżej znajdziecie listę linków do YouTuba z pięknymi i niesamowicie wartościowymi muzycznie kołysankami z całego świata. Jest to rzecz jasna mój subiektywny wybór, ale możecie mi wierzyć, że pod kątem zbilansowanej muzycznie diety dziecka warto!

Rozpoczynamy od wielogłosowej, afrykańskiej kołysanki a cappella (bez towarzyszenia żadnych instrumentów). Te niesamowite współbrzmienia tworzą jedynie głosy!

Ten utwór otwiera umysł! Jeśli wsłuchacie się w linię melodyczną możecie dojść do wniosku, że słyszycie tam więcej dźwięków pomiędzy tymi: do, re, mi, fa, sol… do których jesteśmy przyzwyczajeni. I na tym polega piękno utworów różnych kultur – przypomina nam że zachodnioeuropejskie piosenki nie posiadają monopolu na termin „muzyka”!

Kołysanka niby duńska, a jakoby taka nasza! I piękna animacja (jak i w poprzednich przypadkach) na dokładkę. Mniam.

Również polski akcent pojawił się w tej niesamowitej serii Kołysanek z całego świata. Aniamacja wciągająca bardzo, aranżacja wciągająca jeszcze bardziej, a to po prostu nasze Z popielnika na wojtusia!

Nie mogę nie wspomnieć o jeszcze trzech muzycznych pięknościach afrykańskiego pochodzenia z tak nieprawdopodobnie ślicznymi animacjami!

Nie byłabym też sobą, gdybym nie zawarła w tej liście Pussycat Pomelody, które do snu nadaje się tak samo wyśmienicie jak i do śniadania, obiadu i kolacji.

Przez kilka miesięcy ta piosenka była ulubionym utworem do zasypiania dla mojego dwulatka. Nie dziwię się mu bo sama jak jej słucham to gdzieś odpływam. Jest znacznie żywsza niż wszystkie powyżej, jest też najbardzej zbliżona do tego co otacza nas na codzień.

Na zakończenie tej „listy osobistej” jeszcze jeden polski akcent, a zarazem moje nowe odkrycie. Właściwie nie moje – dziękuję za nie jednej z mam zaglądajcących bloga. Absolutnie nieziemska płyta: Kołysała mama smoka – Prusinowskich.https://www.youtube.com/watch?v=TAOHrwu_XOw Płyta cała do słuchania codziennie! A tu podsyłam to co dostępne na YouTube oraz Soundcloud:

Kto zadowolony z takiej listy skarbów YouTuba niech posyła w świat.

A jeśli macie coś czym tę listę warto uzupełnić to dajcie znać, polecam się bardzo.

Przeżyła to prawdopodobnie każda z mam. Dzieci obudziły się za wcześnie i w złym humorze. Próbujesz zrozumieć jak to się stało, że nie kupiłaś bananów (lub czegokolwiek innego, co rano ratuje Twoje życie) oraz jak to możliwe, że wczoraj znowu nie położyłaś się spać wcześniej. I to poczucie, że tego dnia nie da się już uratować…

Mam wrażenie, że w ostatnim czasie przeżywałam takich dni znacznie więcej. Myślę, że nie bez znaczenia jest fakt, że ostatnio gdy wstajemy jest  jeszcze ciemno. Postanowiłam, w każdym razie, że trzeba coś z tym zrobić. Podzielę się więc kilkoma „technikami”, które po prostu się u nas sprawdziły i zostaną z nami na dłużej.

Przytul dziecko

Jeśli do tej pory tego nie robiłaś, po prostu rozpocznij dzień od przytulaska. Bo nie chodzi tu tylko o przyjemne uczucie dotyku, uścisku. Przytulanie prowadzi do uwolnienia się oksytocyny, czyli hormonu miłości. Nie ma chyba lepszego pomysłu na dobry początek, nieciekawie zapowiadającego się dnia, niż przyjemna, fizycznie odczuwalna dawka miłości. Zarówno dla dziecka jak i dla mamy!

Znajdź powód do śmiechu

To wymaga wiele wysiłku gdy samym wcale do śmiechu nam nie jest. Ale w ostatecznym rozrachunku warto się przemóc. Kiedy widzisz, że dziecko jest w TYM nastroju – nie brnij dalej. Zrób jakby krok do tyłu. Znajdź lub sprowokuj jakąś rzecz, która Was rozśmieszy. W przypadku maluszka odegraj scenkę w której nie wiesz np jak i gdzie założyć skarpetkę, spróbuj wciągnąć ją na rękę, na głowę, zapytaj ostatecznie gdzie powinna trafić skarpetka. Gdy dziecko jest starsze udaj, że nie możesz trafić papierkiem do kosza, próbuj kilkakrotnie, aż w końcu poproś go o pomoc. Sama wiesz najlepiej jaką czynność wykorzystać by rozśmieszyć swoje dziecko. Ja mówię tylko, że warto.

Poświęć 10 minut na zabawę

Jakkolwiek wydaje się to absurdalne by, w okresie największego „niedoczasu”, „marnować” czas na zabawę, okazuje się, że może być to inwestycja, która się zwróci! Takie rozwiązanie sugeruje Kate Orson w swojej książce: Tears Heal: How to listen to your child i takie też paradoksalnie sprawdza się u nas! Chodzi o czas, podczas którego możesz okazać dziecku czułość i zainteresowanie. W naszym przypadku wystarczyło wspólne czytanie kilku książeczek, albo krótka wspólna zabawa klockami. I nie musiał być to wcale czas obdarzania ich jakąś niepodzielną uwagą. W tych warunkach, jak pisze autorka przytoczonej książki, gdy dzieci są szczęśliwe i związane z rodzicem, bardziej prawdopodobne jest, że będą chętne do współpracy w dalszej części dnia. U nas działa jak magiczna różdżka.

Daj dziecku jakiś wybór

To może być wybór tego co chce zjeść, ale u nas sprawdza się nawet taka ograniczona forma: oferuję dwa zestawy ubrań do wyboru (czasem jest to nawet tylko jeden element np. Bluza czy sweter). Tym sposobem wciąż mamy kontrolę nad tym czy ubiór jest odpowiedni, ale maluch jest niejako wzmocniony przez możliwość samostanowienia.

Włącz muzykę

Muzyka ma moc, by rozładować napięcie i nazywając rzeczy po imieniu poprawić humor. I znowu działa to w obie strony: pomaga zarówno dziecku jak i nam. Ja traktuję to nawet jako poranny fitness. Stworzyłam nam taką krótką playlistę, która działa zawsze. Znajdują się na niej:

Do pierwszych dwóch tańczymy (klaszczemy/gonimy się po mieszkaniu/ćwiczymy/szykujemy śniadanie – w zależności od potrzeb) i śpiewamy. Ostatnia piosenka trochę nas już wycisza, ale co najważniejsze mam ze starszym taką umowę, że służy ona do odmierzenia czasu przeznaczonego na ubieranie się (to trzylatek, więc wszystko na luzie rzecz jasna, kiedy z jakimś elementem garderoby ma ewidentny problem, to po prostu puszczamy tę piosenkę raz jeszcze). I to chyba był największy strzał w dziesiątkę w naszym przypadku, ponieważ gdy udaje mu się to zrobić, to poczucie dumy rysujące się na jego twarze jest nie do opisania.

Mam nadzieję, że te sposoby sprawią, że i Wasze dzieciaki będą miały łatwiejsze poranki. Natomiast mogę zaręczyć, że po takim 10 minutowym secie piosenek polepszających nastrój, nawet jeśli dzieci to nie ruszy to przynajmniej Mamy odzyskają wiarę w to, że to może być dobry dzień 😉

 

Przychodzi moment w życiu rodzica, kiedy nie uchowamy naszego dziecka przed magią srebrego ekranu i choć u każdego temat pojawić się może w innym momencie wychowania – warto być przygotowanym. Jako muzyk i muzykoterapeuta postanowiłam „ugryźć” bajki od strony muzyki, ale i przekazywanych wartości i poruszanych problemów. Oto TOP 10 bajek (kreskówek), które nie zmarnują czasu dziecka i rodzica.

10. Fineasz i Ferb

Przyznaję, że ten amerykański serial animowy wytwórni Walt Disney Company to głównie typ mojego męża (również muzyka) i fana tej animacji. To akurat jedna z nowszych produkcji, ale warta uwagi. Dlaczego? Od strony muzycznej – w każdym odcinku muzyka odgrywa wręcz formotwórczą rolę – zawsze pojawia się zespół muzyczny, piosenka tematyczna i oczywiście motywy postaci (leitmotiv). Piosenki z serialu sięgają do wielu gatunków muzycznych, począwszy od szesnastowiecznych madrygałów, po muzykę z przedstawień na Broadwayu.

Piosenka tytułowa, pierwotnie nazwana Today is Going to be a Great Day i śpiewana przez amerykański zespół Bowling for Soup, została w 2008 nominowana do nagród Emmy. Ogólnie duża dawka kreatywności, poczucia humoru i świeżościi. Bajkę polecamy jednak starszym dzieciakom.

9. Gumisie 

Kto z nas ich nie zna? Może to nie jest bajka na czasie, bo powstawała w latach 1985- 1991, ale to absolutnie nic nie znaczy! Estetyka, fabuła i muzyka – wszystko takie, jakie być powinno. Szczerze to bardzo bardzo mi brakuje takich produkcji. Muzyka w tle cały czas obecna. W piękny sposób ilustruje akcje, w dodatku nienachalnie i w świetnym stylu przyzwyczaja dzieci do muzyki poważnej.

8. Smerfy

Akurat te małe niebieskie stworzonka doczekały się reaktywacji i dzięki temu są świetnie znane naszym maluchom. Smerfy stworzył belgijski rysownik komiksowy Pierre Culliford i absolutnie podbiły serca dzieci na świecie. O ile smerfy są pouczająca i bardzo bogatą muzycznie bajką, to nie mogę tego powiedzieć o Smerfnych Hitach. Niestety, obawiam się, że bardziej komercyjnie i sztucznie być nie mogło. W każdym razie muzyka  wkomponowana w te kreskówkę nie ma nic wspólnego z płytami „Smerfnych Hitów”. To drugie to zdecydowanie niezdrowy fast food muzyczny.

7.Tom i Jerry 

Tym razem dzieło wytwórni Hanna – Barber, które zgarnęło 7 oskarów. Jeden z nich właśnie przypadł im za odcinek „Koncert na cztery łapki”.

Co tu dużo mówić. Muzyka ilustracyjna zamiast dialogów, idealnie dopasowana do fabuły i wykonywana przez orkiestrę. W tym miejscu zachęcam do spojrzenia na bajkę od kulisów, czyli obejrzenia nagrania orkiestry wykonującej muzykę z bajki. Robi wrażenie. 🙂

6.Masha i niedźwiedź

Na miejscu 6. odkrycie mojego syna. Zakochany po uszy, zmusił mnie do zapoznania się z nowością jaką była rosyjska Masha i Niedźwiedź. I choć na początku podchodziłam do tematu z dużą rezerwą, nie mogę odmówić bajce wielu walorów. Po pierwsze – ciekawa fabuła nawiązująca do rosyjskiej bajki ludowej o przjaźni niesfornej dziewczynki z niedźwiedziem. Po drugie – oryginalna muzyka, niebanalna, choć prosta w odbiorze i szybko wpadająca w ucho. Szczególnie polecam dwa odcinki: 62 z piosenką „Baju, baju” oraz nr 19„Lekcje pianina”. Dużo instrumentów i różnorodnej muzyki, estetyczna grafika i  fabuła, dzięki której możemy z dzieckiem przerabiać różne problemy.

Mam wrażenie, że bije rekordy populraności, choć w Polsce pojawiła się dopiero w 2014 roku. Muzyka to zasługa Wasilija Bogatyriowa.

5. Zaczarowany ołówek

Nareszcie polska produkcja! Kto nie zna, to jest to animowany serial rysunkowy zrealizowany w Studio Małych Form Filmowych Se-ma-for w latach 1964-1977. Stare, ale jare. Co tu będę dużo pisać. Muzyka tworzy bajkę tak, jak rysunki. Mądra, piękna, ponadczasowa! Taka jest ta bajka i mam nadzieję, że nie odejdzie w zapomnienie z biegiem lat.

https://www.youtube.com/watch?v=UKrig1np4aE

4. Zwariowane Melodie

Merrie Melodies to amerykańska seria krótkich, animowanych filmów wytwórni Warner Bros. Ich bohaterami są m.in.  królikBugs, kaczor Daffy, kot Sylwester, babcia. Zdecydowanie zwariowane historie, ale muzycznie bez zarzutu. Tak jak w przypadku większości starszych bajek wytwórni Disneya, Hanny – Barbery czy właśnie Warner Brosa muzyka ma same walory. Wykonywana jest przez orkiestę, różnorodna, ilustracyjna, barowo mocno zróżnicowana i czerpiąca z różnych stylów. Co klasyk, to jednak klasyk.

3. Myszka Miki

Tej pozycji nie muszę nikomu przedstawiać. Oczywiście nie traci na popularności i wciąż powstają nowe wersje klasycznej Myszki Miki, natomiast ja tutaj o  klasycznych krótkometrażowkach Walta Disneya o tym tytule. 🙂

W 1928 roku pojawiła się w pierwszym animowanym filmie dźwiękowym „ Parowiec Willie” i pozostała z nami aż do dziś. Tu również mamy do czynienia z muzyką różnorodną, wartościową i nawiązująco do klasycznej. Akurat wytwórni Walta Disneya nie można zarzucić bylejakości w tym temacie. Kreska i muzyka zawsze na najwyższym poziomie.

2. CGI Animated Short Films

Na miejsce drugie zasłużyła świeżynka. Coś, co sama odkryłam i jako jednak osoba dorosła, zachwyciłam się. CGI to nic innego jak obrazy generowane komputerowo (ang. computer-generated imagery).Nie zwiastuje to nic dobrego, prawda?

A jednak! Tu zdecydowanie proponuję najpierw zapoznanie się z animacją, zanim włączymy ją dziecku, ponieważ są one bardzo nierówne w tym znaczeniu, że część nadaje się dla dzieci, a część to zdecydowanie poruszanie problemów bliskich dorosłym. Ja znalazłam je na youtube i część z nich pochodziła z wytwórni Pixara. Ale jest też część niezależnych twórców, którzy tworzą takie perełki i gdzieś to w internetach znika. Ale do rzeczy! Muzyka. Gdybym usłyszała zwrot „muzyka generowana komputerowo” to uwierzcie, miałabym spore wątpliwości. A tu niespodzianka. Nie dość, że wartościowa, to i klimatyczna muzyka jako element formotwórczy animacji. To trzeba zobaczyć.

1. Fantazja Disneya

Ta dam! Pierwsze miejsce wędruje w ręce Walta Disneya (on to się jednak znał na rzeczy) za Fantazję Disneya. Cóż to takiego? Animacje stworzone do największych dzieł muzyki poważnej połączone w pełnometrażowy film. Króciutkie, piękne, zgrane z muzyką na 1000 % i dla dzieci w każdym wieku. Brak barier językowych – tu przemawia uniwersalna muzyka.

Wiecie co jeszcze jest świetne? Pojawia się komentarz przed bajką o każdym utworze i stworzonej animacji, a dodatkowo dzieci widzą najpierw orkiestrę, która przygotowuje się do grania i dyrygenta. Dopiero później efekt końcowy. Edukacyjne, przyjemne i samo och i ach! Fantazja doczekała się kontunuacji w postaci Fantazji 2000 i naprawdę zasłużyła na 1 miejsce.

Na koniec jeszcze jedna kwestia, o której warto pamiętać, jeśli już wybierzemy taką wartościowa kreskówkę/ bajkę/ animację dla naszych dzieci?

Warto raz na jakiś czas oglądać je razem z nimi, by na bieżąco tłumaczyć trudniejsze i niezrozumiałe dla dziecka momenty. A przy okazji – miło tak czasem znowu poczuć się dzieckiem, prawda?

P.S. Jeśli z czasem będziecie szukać bajek pełnometrażowych – sięgnijcie po klasykę – Arytokraci (muzycznie wspaniała), Król Lew, Mulan, Śpiąca Królewna itp. Są w tym mistrzami. 🙂

 

Autorką tekstu jest Jagoda Rusowicz – mama Mikołaja, muzykoterapeutka, instruktor rytmiki, licencjonowana nauczycielka zagranicznych programów muzycznych. Od 4 lat prowadzi z warsztaty z muzykoterapii (pracując zarówno z dziećmi jak i dorosłymi), zajęcia rodzinnego muzykowania POMELO oraz KIWI dla rodzin z dziećmi o specjalnych potrzebach.

Marzy Ci się by Twoje dziecko grało na jakimś instrumencie? Sam/sama potrafisz grać i wiesz jakie to przyjemne? Uważasz, że piękne to były czasy gdy umiejętność gry na fortepianie, w dobrym domu była czymś naturalnym? A może dowiedziałaś się jak stymulująca rozwój mózgu jest umiejętność gry?

Według mnie właściwie każdy powód jest dobry, by edukować swoje dziecko muzycznie. Istotą jest jednak jak będziemy to robić, bo tak naprawdę wiek 7 – 9 lat, kiedy najczęściej rodzice podejmują decyzję o posłaniu dziecka na lekcje gry lub do szkoły muzycznej, to już baaardzo późno na rozpoczęcie działać w zakresie tzw. „umuzykalniania dziecka”.

Instrument muzyczny to nic innego jak kolejne narzędzie do muzycznej ekspresji, ale by dziecko mogło go użyć do wyrażania się, musi najpierw mieć coś do powiedzenia! Gra na instrumencie ma sens tylko wtedy, gdy wykorzystywać będziemy w niej nasze doświadczenia zdobyte podczas używania pierwszego, podstawowego i najważniejszego instrumentu jakim jest nasze ciało i głos. Nie będzie więc miało sensu odtwarzanie utworów z nut, jeśli najpierw nie będziemy wypełnieni treścią, którą chcemy światu przekazać (zdobytą podczas swobodnego muzykowania) tak samo jak nie miało by sensu uczenie 2 latka wierszy Miłosza, jeśli sam nie byłby w stanie skonstruować jeszcze zdania. Najważniejsze jest więc wykorzystanie ruchu i śpiewu od maleńkości o czym zawsze powtarzam przy okazji programu Pomelody.

Kolejny etap to zapewnienie dziecku możliwości obcowania z samym zjawiskiem różnorodności barw jakie powstają w wyniku używania instrumentów. Co więc robić by jak najwcześniej (= najnaturalniej) wprowadzić dziecko w świat instrumentów muzycznych?

Oto 6 łatwych, przyjemnych i zabawnych sposobów:

  1. Wspaniałym sposobem na wprowadzenie w świat maluszków koncepcji instrumentu i podstawowych elementów muzyki (np. rytmu) jest używanie otaczających dziecko przedmiotów z życia codziennego. Rzeczy takie jak garnki, pokrywki, sztućce, drewniane łyżki, pojemniczki na przyprawy, szklane butelki wypełnione różną ilością wody, folia bąbelkowa, ołówki i długopisy, linijki itd. mogą być użyte do tworzenia przeróżnych dźwięków
  2. Jeśli tylko nadarzy się okazja, by gdzieś pograć lub postanowisz przeznaczyć trochę pieniędzy na zakup kilku instrumentów, pozwól dziecku odkrywać różne sposoby ich użycia i produkcji dźwięku. Wybierz instrumenty perkusyjne o określonej i nieokreślonej wysokości dźwięku (np. dzwonki i marakasy albo bum-bum rurki i trójkąt)
  3. Jeśli nie chcesz jednak wydawać całkiem sporej sumki na gotowe instrumenty, pozwól dziecku stworzyć je samemu lub Ty zrób je dla dziecka. W przypadku starszych dzieci wystarczy, że wytłumaczysz mu jak działa np. gitara (jak jest zbudowana, co sprawia, że wydaje dźwięk) a ono samo wpadnie na pomysł jak zrobić własną gitarę z pustego opakowania po chusteczkach i gumek recepturek itp.
  4. Proponuj dziecku muzykę różnych stylów, kultur i z różnych okresów historycznych. Podczas słuchania zawsze spróbuj zachęcić dziecko do zidentyfikowania przynajmniej jednego instrumentu usłyszanego w utworze. To znacznie poszerzy horyzonty muzyczne Twojego dziecka, będzie kształtować w nim świadomość i uznanie dla różnorodności stylistycznej.
  5. Wybierzcie się na koncert. I nie mam tu na myśli tylko koncertu muzyki poważnej. Absolutnie. Pozwól dziecku zobaczyć instrumenty w akcji!
  6. Jeszcze jeden prosty sposób na wprowadzenie dziecka w świat instrumentów muzycznych to wyposażenie go w kolorowanki z instrumentami muzycznymi. Możesz znaleźć je tanio w księgarniach internetowych lub skorzystać z darmowych kolorowanek do ściągnięcia w pdf-ie. (Na przykład tu lub tutaj)

Żale wylane (tu). Ale nie po to ten blog. Dziś więc dziecięcy faworyci – muzyka wartościowa i piękna, która przyjemność sprawi zarówno dzieciom jak i rodzicom. Tym razem polskie produkcje płytowe.
Uwierzcie na słowo, że problem „fatalnej muzyki dla dzieci” spędzał mi sen z oczu na tyle, że gdy odkryłam płyty, którym poświęcę dzisiejszy wpis, to wygłosiłam do rodziny zdanie: „No, teraz mogę już rodzić dzieci, bo mam co im puścić do słuchania” (a kilka tygodni później, byłam w ciąży).
Oczywiście, będąc kompozytorem zawsze wiedziałam, że bardzo ostrożnie będę dobierać muzykę prezentowaną mojemu dziecku. Do pewnego momentu myślałam nawet, że będzie to JEDYNIE muzyka poważna, ale to tylko dlatego, że bałam się, iż nie mam alternatywy. (Zrozumcie – pracowałam w przedszkolu 😉 )
Ale jak, mam nadzieję, zaraz się przekonacie, istnieje muzyka dziecięca, której słuchanie to przyjemność nie tylko dla dziecka, ale i dla rodzica (lub odwrotnie). A wciąż pozostaje ona dziecięca – po prostu i w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Dziś więc przedstawiam naszych zdecydowanych faworytów w kategorii muzyka dla dzieci w języku polskim

Lutosławski Tuwim. Piosenki nie tylko dla dzieci.

to płyta cud! Nie tylko świetne teksty – wiersze Tuwima, które w tej aranżacji wchodzą do głowy po kilku przesłuchaniach, ale i „nieziemska” warstwa muzyczna.
Po pierwsze Lutosławski.
Jeśli włącza Wam się skojarzenie z „ciężkostrawną” muzyką współczesną, to wyrzućcie je natychmiast. To fakt, to właśnie ten sam kompozytor, który pisał te wielkie Symfonie. Ale na pytanie, w jaki sposób udaje mu się przeniknąć do wrażliwości swoich najmłodszych odbiorców, odpowiadał: „Po prostu lubię pisać muzykę dla dzieci”. I to słychać!
Po drugie Kwadrofonik.
I znów, choć jest to zespół kojarzony przede wszystkim z muzyką współczesną, w tym przypadku działa to tylko na plus. W skład zespołu wchodzi dwóch pianistów – magików (mam podejrzenie, że grają na zaczarowanych fortepianach) oraz dwóch perkusistów, dzięki którym warstwa muzyczna jest „nieziemska” właśnie. Ich doświadczenie w wykonywaniu i współtworzeniu muzyki współczesnej przenosi te „dziecięce kompozycje” do innego wymiaru. Sama słucham niektórych piosenek po kilkanaście razy z rzędu, by dociec „jak to jest zrobione?”
Po trzecie Dorota Miśkiewicz
Po prostu klasa.

Link do fragmentów byście mogli przekonać się sami: Fragmenty piosenek z płyty

Bajki Brzechwy. Czerwony Kapturek & Jaś i Małgosia 

to najlepszy dowód na to, że się da! Da się stworzyć muzykę orkiestrową w 100 % przystępną dla małego odbiorcy, mało tego, poszerzającą jego horyzonty i potężnie stymulującą wyobraźnię. Znów pomijam fakt, że doskonałe teksty poprzez dbałość o piękno języka uczą prawdziwej, pięknej polszczyzny. Skupiam się więc na muzyce.
Są to po prostu baśnie muzyczne „Czerwony Kapturek” oraz „Jaś i Małgosia”, po których następuje kilkanaście piosenek związanych z treścią bajek. Świetne wokalne kreacje najwybitniejszych polskich aktorów, ale przede wszystkim muzyka, wykonywana przez wielką, symfoniczną orkiestrę, zaaranżowana błyskotliwie i z pomysłem, tak, że każdy utwór to inny muzyczny świat (porównajcie Piosenkę Czarownicy i Gila). I znów dla mnie jako kompozytora, niewyczerpane źródło inspiracji muzycznych. A dla każdego encyklopedia wiedzy o instrumentach wchodzących w skład orkiestry i ich możliwościach. Jednym słowem kiedyś norma, a na dzisiejsze warunki absolutna perełka!
Bajki nagrywane były przecież w latach 60 i 70-tych. Przy tej okazji więc ciśnie się na usta pytanie: jak to możliwe, że z biegiem czasu, poziom muzycznej literatury dziecięcej spada, a nie rośnie? Wciąż mamy jeszcze przecież dobre orkiestry, świetnych kompozytorów, śpiewaków i aktorów…

Przesłuchajcie fragmenty tutaj  i sprawdźcie o czym mówię.

A cała bajka Czerwony Kapturek, z wplecionymi w nią piosenkami dostępna jest tu:

https://www.youtube.com/watch?v=Dio58zV8mAc

Tych słuchowisk jest znacznie więcej i pewnie poświęcę im osobny wpis, ale tymczasem daję tylko znać o moim ulubionym

Lulabajki – Natalia Przybysz i Teatr Chorea

Płyta magiczna jak gwieździsta noc. Metafizyczna wręcz. Trochę jazzowa, trochę ludowa. Czasem z nutką teatralnej sztuki, a czasem jak soundtrack z bajek Disneya. I nie dajcie się zwieść tytułowi. Wcale taka usypiająca nie jest. Aranżacje są zbyt wciągające, by tak beztrosko zapaść w sen. A teksty to wzruszające historie o bąkach i biedronkach, lunatykach, nocnych markach, o marzeniach, przyjaźni, miłości, naturze inspirowane wierszami polskich poetów. Cała płyta „przelatuje” w oka mgnieniu. Jak wspaniała, czytana przez babcię baśń.

Ale nie zachęcam, byście wierzyli mi na słowo. Zachęcam byście spróbowali sami: fragmenty.

Kołysała mam smoka – Kaja i Janusz Prusinowscy

Absolutne cudo jeśli chodzi o muzykę wyciszającą, bogatą, wartościową. Nieco folkowa, ale niezwykle bogata brzmieniowo. Nieco wyciszająca, a zarazem wciągająca w narrację. Perełka

Podsyłam więc to, co dostępne na YouTube i Soundcloud (poniżej)

Przy tej okazji, nie można nie wspomnieć też o płycie Gdzie się podział Kusy Janek tych samych autorów. To folkowe opracowania tematów przekazywanych z pokolenie na pokolenie. Czasem w formie recytatorskiej, czasem stricte folkowej. Kto więc ma to takiej muzyki jakieś uprzedzenia – nie polecam, bo by się zmęczył. Ale kto nie jest z góry nastawiony na nie zrobi swojemu dziecku wielką przysługę z zakresie poszerzania horyzontów muzycznych.

Piosenki do grania na nosie – Teatr Lalki i Aktora PINOKIO

To propozycja dla „starszaków”. Głównie ze względu na rozbudowane teksty – niesamowicie dobre, zabawne i ważne. I choć przyznaję, że muzycznie płyta ta nie trafia idealnie w mój osobisty gust, to obiektywnie jako muzyk przyznaję, że jest bardzo różnorodna stylistycznie i dobra po prostu. Znajdziecie tam zarówno balladki – taką choćby jak poniżej, jak i wesołe Parampampam (mój faworyt), ska, czy ciężkie rockowe brzmienia. I to jest właśnie siła tej płyty. Czuję więc, że i moje rodzinka w pewnym momencie się do niej przywiąże znacznie bardziej, bo nadaje się doskonale do rodzinne słuchanie podczas podróży samochodem, a potem ważne rozmowy zainspirowane tekstami. Ale podejrzewam, że to dopiero kiedy dzieciaki mają już te 6 czy 8 lat.

https://www.youtube.com/watch?v=CfdGJKy98nY&t=5s

 

[EDIT]

Pod wpływem fantastycznych ludzi zebranych w „przyblogowej” grupie facebookowej: Power of Melody | wartościowe materiały dla dzieci, a szczególnie wpisu Aleksandry Szymenderskiej, która podzieliła się tam z nami swoją pokaźną kolekcją płyt z wartościową muzyką dla dzieci, postanowiłam wkleić tu propozycje, która zapisane mam w folderze (inspiracje od czytelników bloga i członków grupy). Zaznaczam, że jeszcze ich nie „sprawdziłam”, ale pomyślałam, że może prędzej zrobicie to Wy, a fajnie, żeby taka lista w jednym miejscu istniała.

Lutosławski Opera Omnia 7. Piosenki dla dzieci

Tuwimki – Bajkopiosenki do słów Juliana Tuwima

Jazzowanki – Minimuza

Dzieci lubią Jazz – Gosia Szmuda z zespołem

Smykofonia – kolekcje płyt z muzyką poważną z wprowadzeniem i ćwiczeniami

Mała płyta – Jerz Igor

Kołysanki-utulanki – Grzegorz Turnau i Magda Umer

Piosenki nie tylko o zwierzętach – Iza Byra 

A ja nie chcę spać – Ania Broda

I żyli długo i w Szczecinie – Filharmonia w Szczecinie

Kolory – Agata Świętoń

Ten najpiękniejszy świat – Ewa Bem

 

I jeszcze tylko gwoli jasności. Nikt nie płaci mi za to, żebym się nad tymi płytami rozpływała, a wpis powstał jedynie z potrzeby podzielenia się dobrą muzyką.

Uściski

Ania

P.S. grupa Facebookowa: Power of melody | wartościowe materiały dla dzieci, właśnie po to powstała, by się wzajemnie inspirować wartościowymi materiałami w zakresie:
– Rozwoju muzycznego dzieci w praktyce
– Uczenia dzieci angielskiego przez muzykę i zabawę
– Wychowania poprzez sztukę
które posłużą do nauki języka i rozwoju poprzez sztukę i zabawę muzyką! Grupa przeznaczona jest zarówno dla rodziców jak i nauczycieli. Czujcie się zaproszeni 🙂